8

2

3

twoj baner reklamowy

Łatwogang zbiórka charytatywna DMD – jak jeden człowiek ruszył całą Polskę

Stałem przy drodze w woj. kujawsko-pomorskim w niedzielę rano. Łatwogang właśnie minął stację benzynową. W tym momencie licznik zbiórki przekroczył 12 milionów złotych. Dwanaście. Milionów. W niespełna dwa dni.

Nie jestem typem, który się wzrusza. Jeżdżę rowerem, opisuję trasy, sprawdzam fakty. Ale to, co dzieje się teraz na polskich drogach, wymyka się standardowym ramom. Piotr Hancke – znany jako Łatwogang – jedzie z Zakopanego do Gdańska i po drodze zmienia zasady gry w polskiej charytatywności.

Zebrał już pełną kwotę dla Maksa Tockiego. Potem 3,5 mln dla Adasia. Teraz otworzył trzecią zbiórkę – 15,4 miliona dla dwuletniego Wojtka. Wszystkie dzieci chorują na dystrofię mięśniową Duchenne'a, w skrócie DMD. To choroba, która niszczy mięśnie. Systematycznie. Bez terapii genowej – nieodwracalnie.

Maks Tocki – pierwszych 12 milionów w godziny

W niedzielę 24 maja około dziewiątej rano Łatwogang odpoczywał na stacji benzynowej. Transmisja online trwała nieprzerwanie. Widzów – setki tysięcy. Licznik właśnie osiągnął pełną kwotę na leczenie Maksa.

"Wielkie serducha dla was, piękna sprawa" – mówił Łatwogang do kamery. Głos zmęczony, ale wyraźny. "Maks, jesteś niesamowitym chłopakiem. To piękny dzień. Stała się wspaniała rzecz. Zrobiliśmy to wszyscy razem."

Zostało mu wtedy jeszcze około 177 kilometrów do Gdańska. Transmisja miała potrwać kolejne 10-11 godzin. I właśnie w tym momencie padło: "Otwieramy kolejną zbiórkę. Zbieramy na kolejne dziecko chorujące na DMD."

Maks dostał swoją szansę. Pełna kwota na terapię genową. Teraz czas na kolejne dziecko.

Dystrofia mięśniowa Duchenne'a (DMD) to genetyczna choroba powodująca stopniowy zanik mięśni. Bez terapii genowej prowadzi do utraty zdolności chodzenia, a później do problemów z oddychaniem. Leczenie kosztuje miliony, ale może zatrzymać postęp choroby.

Adaś – sprawa pilna, choroba nie czeka

Zaraz po osiągnięciu celu dla Maksa Łatwogang przedstawił kolejny case. Czteroletni Adaś. Rodzice zbierają od trzech lat. Udało się zgromadzić 11 milionów. Brakowało 3,5 mln zł.

"Przypadek Adasia jest ciężki" – mówił Łatwogang. "Głupio mi tak mówić, bo każdy przypadek jest niesamowicie ciężki. Każde dziecko zasługuje na maksymalną pomoc. Ale Adaś ma bardzo mało czasu."

Choroba szybko postępuje. Zanikają mięśnie. Jeśli jest już zaawansowana, lek nie działa. Przestaje pomagać. Adaś był w tym momencie na granicy kwalifikacji do terapii genowej.

Liczył się każdy dzień. Każda godzina zwłoki to większy zanik mięśni. To mniejsza szansa na skuteczność leczenia.

Granica kwalifikacji do terapii genowej to realny próg. Kiedy choroba zbyt mocno zaawansuje zanik mięśni, organizm nie odpowiada już na leczenie. Dlatego rodzice dzieci z DMD żyją w wyścigu z czasem. Liczy się każdy miesiąc, każdy tydzień.

Po godzinie 18.20 licznik zbiórki dla Adasia osiągnął pełną kwotę. Rodzice mogli odetchnąć. Adaś dostał swoją szansę na leczenie.

Ale Łatwogang nie zatrzymał się. "Nie jest to najłatwiejsze podejmować decyzję, na jakie dziecko zbieramy" – powiedział wprost. "W Polsce jest wiele dzieci z DMD. Gdybym mógł, zebrałbym dla wszystkich. Zrobiłbym wszystko, żeby było to możliwe. Ale na ten moment musimy wybierać kolejność."

Wojtek – największe wyzwanie 15,4 miliona złotych

Decyzję o trzeciej zbiórce Łatwogang podjął razem z zespołem Siepomaga.pl, Zrzutką i swoją mamą. Wybór padł na dwuletniego Wojtka.

Choroba wykryta siedem miesięcy temu. Potrzeba 15,4 miliona złotych na terapię genową. Rodzice w ciągu siedmiu miesięcy zebrali 65 tysięcy złotych.

Przeczytaj to jeszcze raz: 65 tysięcy z potrzebnych 15,4 miliona. W siedem miesięcy.

"To zbiórka, która jest najdalej od zebrania" – wyjaśniał Łatwogang. "Dlatego postanowiliśmy, że chcemy wesprzeć właśnie ją. Dziękuję wszystkim i pamiętajmy, że każda złotówka się liczy."

Wiem, że pewnie ciężko będzie zebrać 15 milionów do dojazdu do Gdańska. Ale spróbujmy pchnąć tę zbiórkę dalej. Spróbujmy uratować Wojtusia – te słowa padły wprost z serca.

Sytuacja Wojtka to najtrudniejszy case – największa kwota, najmniej czasu na zbieranie, najmniejszy dotychczasowy progress. Rodzice przez siedem miesięcy zdołali zgromadzić niecałe 0,5% potrzebnej kwoty. Bez zewnętrznego impulsu – jak akcja Łatwoganga – szanse na zebranie pełnej kwoty w odpowiednim czasie są minimalne.

Trasa przez całą Polskę – rowerem z Zakopanego do Gdańska

Akcja startowała w piątek. Zakopane – punkt wyjścia. Gdańsk – meta. Przez całą Polskę na dwóch kołach.

Wzdłuż trasy gromadzą się tłumy. Głównie dzieci i młodzież. Stoją przy drodze, czekają godzinami. Łatwogang się zatrzymuje. Robi zdjęcia. Przybija piątki. Czasem tylko macha, bo nie może stracić tempa.

Widziałem to na własne oczy. Ludzie ustawiają się z transparentami. Wykrzykują imiona dzieci, dla których zbierane są pieniądze. To nie jest marketing. To autentyczna mobilizacja społeczna.

W Małopolsce witała go orkiestra dęta. Zagrali na przywitanie. Łatwogang zatrzymał się, posłuchał, podziękował. Potem dalej w drogę.

Na niektórych odcinkach dołączają inni rowerzyści. Jadą z nim kilka, kilkanaście kilometrów. Potem się żegnają, wracają. Ale ich miejsce zajmują następni.

To jest terenowa rzeczywistość tej akcji. Nie tylko liczby w sieci. Realni ludzie przy drodze. Realne wsparcie na każdym kilometrze.

Poprzednia akcja – 251 mln dla fundacji Cancer Fighters

Żeby zrozumieć skalę fenomenu Łatwoganga, trzeba cofnąć się do poprzedniej akcji. Zbiórka na rzecz fundacji Cancer Fighters.

Zebrane środki: ponad 251 milionów złotych. Transmisja trwała ponad dziewięć dni. W szczytowych momentach oglądało ją 1,5 miliona widzów jednocześnie.

Przeczytaj to jeszcze raz: 1,5 miliona widzów. Równocześnie. Przy jednym strumieniu wideo.

To nie są liczby z wielkich stacji telewizyjnych. To jeden człowiek. Jeden rower. Jeden cel – pomoc chorym na raka.

Fundacja Cancer Fighters walczy z rakiem u dzieci i młodych dorosłych. Pieniądze zebrane przez Łatwoganga to lata finansowania badań, terapii eksperymentalnych, wsparcia dla rodzin.

Siła społeczności w akcji

Akcja na rzecz fundacji Cancer Fighters udowodniła, że Polacy potrafią zmobilizować się wokół wspólnego celu. 251 mln zł to nie przypadek – to efekt autentyczności, transparentności i realnej potrzeby. Teraz ta sama społeczność zbiera na dzieci z DMD.

Sukces tamtej zbiórki był punktem zwrotnym. Pokazał, że w Polsce jest ogromny potencjał charytatywny. Trzeba tylko znaleźć właściwy sposób, żeby go uruchomić.

Fenomen Łatwoganga – co mówi profesor Nęcki

Prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny, ocenił w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że popularność i skuteczność akcji Łatwoganga to zjawisko wyjątkowe z punktu widzenia nauk społecznych.

"Fenomen Łatwoganga jest całkowicie zaskakujący dla psychologii, dla nauk społecznych i dla pragmatyki życia naszego kraju" – powiedział prof. Nęcki wprost.

Jeden zdolny młody człowiek. Świetnie posługuje się mediami społecznościowymi. Potrafi stworzyć atmosferę wokół swojej aktywności. Dzięki temu zbierane są niewyobrażalne pieniądze.

Według profesora sukces wynika z kilku czynników. Po pierwsze – sprawność komunikacyjna twórcy. Po drugie – emocjonalny charakter celu. Po trzecie – autentyczność przekazu.

"Dotyka tematyki bardzo poruszającej, związanej z nieszczęściem dziecka, a jednocześnie robi to w sposób szczery" – podkreślił psycholog. "Widać, że nie chodzi mu o osobiste korzyści, lecz o realną pomoc drugiemu człowiekowi."

To jest klucz. Ludzie wyczuwają fałsz. Marketing przesady nie działa, kiedy chodzi o realne dramaty ludzkie. Łatwogang mówi prosto. Pokazuje fakty. Nie ozdabia, nie manipuluje emocjami sztucznie.

Dlatego działa. Dlatego ludzie ufają. Dlatego wpłacają kolejne złotówki, nawet jeśli sami nie mają za dużo.

DMD – rzeczywistość choroby i wyścig z czasem

Dystrofia mięśniowa Duchenne'a to wyrok z odroczoną egzekucją. Choroba genetyczna. Występuje głównie u chłopców. Powoduje stopniowy zanik mięśni.

Pierwsze objawy pojawiają się między trzecim a piątym rokiem życia. Dziecko ma problemy z wstawaniem, chodzeniem po schodach, bieganiem. Z czasem traci zdolność samodzielnego poruszania się. Potem przychodzą problemy z oddychaniem.

Bez leczenia większość chorych nie dożywa trzydziestki.

Terapia genowa może zatrzymać postęp choroby. Ale jest haczyk – działa tylko wtedy, kiedy zanik mięśni nie jest jeszcze zbyt zaawansowany. Dlatego liczy się czas.

Adaś był na granicy kwalifikacji. Jeszcze trochę i byłoby za późno. Jego rodzice wiedzieli, że każdy tydzień zwłoki to mniejsza szansa na skuteczność leczenia.

Wojtek ma dwa lata. Został zdiagnozowany siedem miesięcy temu. Ma więcej czasu niż Adaś. Ale nie ma nieskończenie wiele czasu. Choroba postępuje. Im szybciej uda się zebrać pieniądze i wdrożyć terapię, tym większa szansa na zatrzymanie zniszczeń.

Kwalifikacja do terapii genowej zależy od stanu zaawansowania choroby. Im większy zanik mięśni, tym mniejsza skuteczność leczenia. Dlatego rodzice dzieci z DMD żyją w ciągłym stresie. Nie mogą pozwolić sobie na luksus czekania. Liczą dni, tygodnie, miesiące. Każda zwłoka to większe ryzyko.

Koszty terapii genowej? Od kilku do kilkunastu milionów złotych. NFZ nie refunduje. Rodzice muszą zebrać sami. Albo znaleźć kogoś, kto pomoże zebrać.

Jak zmienia się charytatywność w Polsce

Pamiętam czasy, kiedy zbiórki charytatywne to były puszki w galeriach handlowych. Stały starsze panie z ulokami. Ludzie wrzucali drobne. Czasem banknot.

Dzisiaj jeden influencer na rowerze potrafi zebrać więcej w dwa dni niż setki puszek w miesiąc. To nie jest krytyka tradycyjnych form. To po prostu obserwacja zmiany.

Media społecznościowe dają zasięg. Transmisja na żywo daje autentyczność. Transparentność liczników daje zaufanie. A historia konkretnego dziecka daje motywację do działania.

Łatwogang nie wynalazł charytatywności. Ale pokazał, jak można ją skalować. Jak dotrzeć do milionów osób jednocześnie. Jak sprawić, żeby ludzie nie tylko wiedzieli, że istnieje problem, ale też od razu mogli pomóc.

Poprzednia akcja – 251 mln dla fundacji Cancer Fighters – była dowodem koncepcji. Obecna akcja dla dzieci z DMD – potwierdzeniem, że to nie był przypadek.

W trakcie pisania tego tekstu Łatwogang wciąż jedzie. Licznik zbiórki dla Wojtka tyka. Każda wpłata przybliża do celu. Każda złotówka się liczy – to nie slogan marketingowy. To dosłowna prawda.

Co zostaje po tym wszystkim

Fenomen Łatwoganga to nie jest tylko historia o jednym influencerze i jego rowerze. To opowieść o tym, jak zmienia się społeczeństwo. Jak ewoluują formy pomocy. Jak technologia spotyka się z empatią.

Jadąc z Zakopanego do Gdańska, Piotr Hancke nie tylko zbiera pieniądze. Pokazuje, że w Polsce jest ogromny potencjał dobra. Że ludzie chcą pomagać. Że są gotowi włączyć się w akcję, jeśli tylko widzą w niej sens i autentyczność.

Maks dostał swoją szansę na leczenie. Adaś też. Teraz kolej na Wojtka i kolejne dzieci chorujące na DMD. Bo jak powiedział sam Łatwogang – w Polsce jest wiele dzieci z tą chorobą. I każde zasługuje na pomoc.

Zostało jeszcze kilka godzin jazdy do Gdańska. Transmisja trwa. Ludzie wciąż stoją przy drodze. Licznik zbiórki tyka do góry. A my wszyscy jesteśmy świadkami czegoś, co całkowicie zaskakuje nauki społeczne – jak mówi prof. Nęcki.

Może właśnie dlatego to działa. Bo nie da się tego przewidzieć, zaplanować, skopiować według schematu. To autentyczna mobilizacja. I właśnie ta autentyczność jest kluczem do sukcesu.

Jak możesz pomóc

Zbiórka dla Wojtka trwa. Potrzeba 15,4 miliona złotych na terapię genową. Rodzice w ciągu siedmiu miesięcy zebrali 65 tysięcy złotych. Każda wpłata przybliża do celu. Transmisja Łatwoganga to nie tylko show – to realna szansa na uratowanie życia dziecka.

Każda złotówka przybliża do celu. Transmisja trwa – każdy może dołączyć. Liczy się czas, bo choroba nie czeka.

Droga przed Łatwogangiem prowadząca do Gdańska o zachodzie słońca