40. rocznica śmierci Wacława Kisielewskiego – recital, który zatrzymał czas
12 lipca 2026 roku sala WOK Hutnik w Wyszkowie wypełniła się ciszą. Taką ciszą, w której słychać było każdy oddech. Na scenie Marek Tomaszewski siadał do fortepianu, by zagrać dla przyjaciela, którego stracił czterdzieści lat temu.
To nie był zwykły koncert. To była opowieść o przyjaźni, która przetrwała śmierć.
W dokładnie 40. rocznicę śmierci Wacława Kisielewskiego muzyka znów połączyła tych, którzy pamiętają. A momentami – jakby sam Wacek siedział przy drugim fortepianie.
9 lipca 1986 – wypadek, który zmienił wszystko
W Kamieńczyku, niedaleko rynku, 9 lipca 1986 roku doszło do tragedii. Wypadek samochodowy. Wacław Kisielewski trafił do wyszkowskiego szpitala z poważnymi obrażeniami.
Trzy dni później, 12 lipca, zmarł. Miał 45 lat.
Sprawca wypadku nie został ukarany. To jedno z tych zdarzeń, które zostawiają rodzinę nie tylko z bólem straty, ale też z poczuciem niesprawiedliwości.
40 lat później, przed recitalem w Hutniku, odsłonięto pamiątkową tabliczkę. Inicjatywa WOK Hutnik. Tablica stanęła w pobliżu miejsca wypadku.
Przy tablicy stanęli najbliżsi: brat Jerzy Kisielewski, żona Joanna, córka Zuzanna. Był Marek Tomaszewski i dyrektor Wiktora Czajkowskiego.
Nikt nie mówił długo. Nie było potrzeby.
Duet, który zmieniał polską muzykę – Marek i Wacek
Marek Tomaszewski i Wacław Kisielewski poznali się w 1961 roku na studiach. Marek przyjechał z Gdańska, Wacek z Krakowa do Warszawy.
Przyjaźń była natychmiastowa. Kluby jazzowe, poker, rozmowy przy szkole muzycznej – bo na kawę nie było ich stać.
Jak wspominał Tomaszewski: „Przez pierwsze 2 lata chodziliśmy razem do klubów jazzowych, graliśmy w pokera, mieliśmy inne przyjemności razem. To było niesamowite, dlatego że nie mając w ogóle pieniędzy, czasami przy szkole muzycznej rozmawialiśmy przez godzinę, bo nie stać nas było na kawę."
Po dwóch latach przyjaźń przerodziła się w duet fortepianowy. „Marek i Wacek" działał od 1966 do 1986 roku. Dwadzieścia lat.
Nie był to kontrakt dwóch muzyków. To była przyjaźń, która przypadkiem grała na dwóch fortepianach.
Koncertowali w kraju i poza granicami komunistycznej Polski. Grali Chopina, Moniuszkę, Griega, Liszta. Tworzyli własne nowatorskie kompozycje. Łączyli klasykę z jazzem i muzyką rozrywkową.
Ich znakiem rozpoznawczym była energia i lekkość tam, gdzie inni widzieli tylko sztywne ramy.
Recital Marka Tomaszewskiego w 40. rocznicę śmierci Wacława Kisielewskiego
Marek Tomaszewski przyleciał z Paryża, gdzie mieszka od lat 80. Specjalnie na ten koncert. Dzień wcześniej zagrał w Muzeum Cypriana Norwida w Dębinkach.
12 lipca stanął na scenie Hutnika. Zaczął od Pieśni Legionów w romantycznej wersji. Potem zagrał własną kompozycję – Tango Revolution, opartą na Etiudzie Rewolucyjnej Chopina i Roxanne zespołu The Police.
Tomaszewski słynie z łączenia muzyki klasycznej z rozrywkową. Zachęca publiczność do wyszukiwania znanych motywów ukrytych w jego aranżacjach.
Nawiązując do zainteresowania Wacka polityką, zagrał utwory z filmów „Dawno temu w Ameryce" i „Północ, północny zachód".
Samotność po śmierci przyjaciela wyraził w „Solitude" Duke'a Ellingtona. W tym momencie sala zamarła. Cisza tak gęsta, że wszyscy wstrzymali oddech.
Zagrał też utwory, które kiedyś wykonywał w duecie z Wackiem. Na koniec – jak zawsze – zadedykował przyjacielowi „Rhythm of Time".
Paweł Brodowski, redaktor naczelny Jazz Forum, podsumował: „Dziś słuchając tego koncertu, kiedy zamykałem oczy, wydawało mi się, że gra duet Marek i Wacek. Marek jest takim wirtuozem, że potrafi, mając tylko dwie ręce, grać, jakby grał czterema rękami."
WOK Hutnik w Wyszkowie regularnie organizuje wydarzenia kulturalne upamiętniające postaci związane z regionem. Aktualne informacje o koncertach i wydarzeniach można znaleźć na stronie ośrodka kultury lub odwiedzając siedzibę przy ul. Powstańców 4.
Spotkanie po koncercie – wspomnienia najbliższych
Po recitalu dyrektor Wiktor Czajkowski zaprosił na scenę żonę Joannę Kisielewską, córkę Zuzannę, brata Jerzego, dziennikarkę Marię Szabłowską i Pawła Brodowskiego.
Spotkanie zaczęło się od uśmiechu. Przypominano sobie „Melodię dla Zuzi" – utwór, który Wacław napisał dla córki.
Zuzanna wystąpiła w teledysku jako kilkulatka. Wspominała: „Głównie to było czekanie na zapleczu, a później wszyscy skakali wokół mnie, żebym coś robiła i tańczyła. Pamiętam to bardzo dobrze, ale to nie jest jakieś takie super wydarzenie."
Sala roześmiała się. Moment ulgi w emocjonalnym wieczorze.
Jerzy Kisielewski o bracie i ojcu
Jerzy Kisielewski, dziennikarz radiowy i telewizyjny, był wdzięczny za organizację wydarzenia: „Są silne osobowości, które zostawiają ślad i może minąć 40 lat, a odczuwamy ich brak. Nie tylko nam ich brakuje. Brakuje też państwu."
Wspominał Vacek Festival sprzed pięciu lat, zorganizowany przez śp. Piotra Adlera. Miał „odczarować" Wyszków – miejsce, które rodzinie kojarzyło się źle.
„Nagle zaczęło się kojarzyć dobrze" – mówił Jerzy. Dziękował dyrektorowi Hutnika i Muzeum Norwida za przejęcie pałeczki. „To nie muszą być wielkie warszawskie sale, to może być świetne miejsce w Wyszkowie."
O relacji z bratem powiedział: „Można się ze starszym bratem zacząć przyjaźnić, oprócz miłości jest przyjaźń. I takie miałem poczucie."
Wspominał ojca – Stefana Kisielewskiego, znanego publicystę. Po śmierci Wacka Stefan wpadł w depresję. Miał myśli samobójcze. Przez cały rok nie napisał ani słowa – żadnych felietonów, artykułów.
„Życie straciło sens dla niego" – mówił Jerzy. „Mam wrażenie, że stracił kogoś, z kogo był dumny. To było wielkie uczucie, a Wacek za ojca dałby się pokroić."
Maria Szabłowska – dzień, którego nie zapomni
Maria Szabłowska miała dyżur w Polskim Radiu 12 lipca 1986 roku. Dotarła informacja o śmierci Wacława.
„To był dla mnie niesamowity szok. Myślałam, że nie przeżyję tego, bo to było takie moje pierwsze doświadczenie, że mówię nie o kimś, kogo znałam tylko z twórczości, ale o osobie bliskiej mi. Jośka mieszkała parę ulic ode mnie. Całe życie się znałyśmy."
Udało jej się nie rozpłakać na antenie. „Dopiero jak wypadłam ze studia, dostałam histerycznego szlochu. Nigdy tego nie zapomnę."
Joanna Kisielewska – żona o pasji politycznej
Joanna wspominała pasję Wacka do życia publicznego. Opowiedziała anegdotę: „Jak się zbliżał koncert dla armii zaprzyjaźnionych, to wszyscy muzycy wymyślali pretekst, żeby nie wystąpić. A Wacek odbiera telefon, pytają, czy wystąpi pan na koncercie armii zaprzyjaźnionych. A on mówi: Ja nie jestem przekonany, czy z tymi armiami się przyjaźnię."
„I miał świetny spokój, już więcej do niego nie dzwonili" – dodała ze śmiechem.
Duet „Marek i Wacek" – fenomen polskiej kultury XX wieku
Paweł Brodowski podkreślił znaczenie duetu: „Najpierw chciałbym powiedzieć, że jest to dla mnie zaszczyt zasiadać w gronie rodzin Kisielewskich, chyba jednej z najsłynniejszych rodzin polskiej kultury XX wieku."
Rodzina Kisielewskich to nie tylko Wacław. To Stefan Kisielewski – pisarz, publicysta, kompozytor, jeden z najważniejszych głosów opozycji demokratycznej w PRL. To Jerzy – dziennikarz radiowy i telewizyjny.
Duet Marek i Wacek nie był tylko wykonawcą. Tworzył nową jakość. Łączył Chopina z Ellingtonem. Klasykę z rozrywką. Wirtuozerię z lekkością.
„Jazz być może dla duetu nie był najważniejszy. Może był najważniejszy, ale jednak na pierwszym planie była muzyka klasyczna, muzyka popularna i ten jazz trzeci, ale jazz zawsze był podskórnie, duch jazzu unosił się, gdy oni grali w duecie czy z towarzyszeniem zespołu jazzowego" – analizował Brodowski.
Przez dwadzieścia lat duet koncertował w Polsce i Europie. Nagrywał płyty. Występował w telewizji. Był rozpoznawalny.
A potem, w lipcu 1986 roku, wszystko się skończyło.
Nagrania duetu „Marek i Wacek" są dostępne na platformach streamingowych. Warto posłuchać ich interpretacji Chopina, Liszta i Griega – to muzyka, która łączy pokolenia i pokazuje, czym była polska scena klasyczna lat 70. i 80.
Wyszków – miejsce pamięci, nie tylko tragedii
Jerzy Kisielewski użył określenia „odczarować Wyszków". Dla rodziny to miejsce kojarzyło się z tragedią. Z wypadkiem w Kamieńczyku. Ze szpitalem. Ze śmiercią.
Pięć lat temu Piotr Adler wpadł na pomysł Vacek Festivalu. Zareagowali przyjaciele, artyści – Janusz Olejniczak, Marcin Masecki, Andrzej Jagodziński.
Teraz dyrektor Hutnika i Muzeum Norwida kontynuują inicjatywę. Organizują koncerty. Spotkania. Wystawy.
„To może być świetne miejsce w Wyszkowie, to może być odzyskujący swój splendor pałac, gdzie jest Muzeum Norwida" – mówił Jerzy. „Wielkie podziękowanie i chwała za to, a jednocześnie poczucie, że nie jesteśmy jednymi, którym Wacka brakuje."
Tablica w Kamieńczyku to symbol tego odczarowania. To nie tylko oznaczenie miejsca tragedii. To miejsce pamięci o artyście, którego twórczość przetrwała czterdzieści lat.
Program muzyczny recitalu Marka Tomaszewskiego
Repertuar recitalu w Hutniku był starannie dobrany. Każdy utwór miał znaczenie. Każdy opowiadał fragment historii.
| Utwór | Kompozytor/Źródło | Kontekst |
| Pieśń Legionów (wersja romantyczna) | Tradycyjny / arr. Tomaszewski | Otwarcie koncertu, nawiązanie do polskiego patriotyzmu |
| Tango Revolution | Marek Tomaszewski (Chopin/The Police) | Połączenie Etiudy Rewolucyjnej Chopina z Roxanne |
| Utwory filmowe | Ennio Morricone / Bernard Herrmann | „Dawno temu w Ameryce", „Północ, północny zachód" – pasja Wacka do polityki |
| Solitude | Duke Ellington | Wyraz samotności po śmierci przyjaciela |
| Utwory duetu | Marek Tomaszewski / Wacław Kisielewski | Repertuar wspólnie wykonywany w latach 1966-1986 |
| Rhythm of Time | Marek Tomaszewski | Dedykacja dla Wacka na zakończenie każdego koncertu |
Tomaszewski pokazał, czym był duet Marek i Wacek. Nie tylko wirtuozerią. Ale też odwagą łączenia tego, co wydawało się nie do połączenia.
Chopin z The Police. Ellington z Morricone. Klasyka z rewolucją.
Czterdzieści lat – i muzyka wciąż żyje
40. rocznica śmierci Wacława Kisielewskiego w Wyszkowie i Kamieńczyku to nie była tylko ceremonia. To był dzień, w którym muzyka znów zwyciężyła.
Odsłonięto tablicę pamiątkową. Marek Tomaszewski zagrał recital, który zatrzymał czas. Rodzina i przyjaciele podzielili się wspomnieniami.
Były uśmiechy i łzy. Była cisza, w której wszyscy wstrzymali oddech. Była muzyka, która – mimo czterdziestu lat – brzmi tak, jakby duet Marek i Wacek wciąż grał razem.
Jerzy Kisielewski miał rację: „Nie jesteśmy jednymi, którym Wacka brakuje."
Bo są silne osobowości, które zostawiają ślad. I może minąć czterdzieści lat, a wciąż odczuwamy ich obecność.
Wyszków przestał być tylko miejscem tragedii. Stał się miejscem pamięci. Miejscem, gdzie muzyka wraca co roku. Gdzie wspomina się nie tylko wypadek, ale przede wszystkim – życie, przyjaźń i sztukę.
„Dziś słuchając tego koncertu, kiedy zamykałem oczy, wydawało mi się, że gra duet Marek i Wacek."
To najlepsze podsumowanie recitalu. Bo Marek Tomaszewski potrafi, mając tylko dwie ręce, grać tak, jakby grał czterema. Jakby Wacek wciąż siedział obok.
I w pewnym sensie – siedział.






