Rajd do Bram Mazur w Pułtusku: deszcz nie zatrzymał peletonu
Nad pułtuską przystanią wisiały deszczowe chmury. Mimo tego od rana było jasne, że II edycja Rajd do Bram Mazur nie skończy się na prognozie pogody. Na starcie pojawili się ludzie z różnych stron Polski. Łączył ich rower, ciekawość trasy i zwykła potrzeba bycia razem.
Byłem na miejscu i widziałem, jak szybko pogoda zeszła na drugi plan. O siódmej rano przystań żyła rozmowami, przygotowaniami i nerwowym sprawdzaniem sprzętu. Potem ruszył peleton.
Start II edycji i gest, który przypomniał historię miasta
Za rozpoczęcie wydarzenia odpowiadał Piotr Pietras Jaszczułt. Obok Sebastiana Zduńczyka był jednym z głównych organizatorów i jednym z ludzi, którzy nadali imprezie własny charakter. Stanął na czele pierwszej grupy. Prowadził rower udekorowany polnymi kwiatami.
Nie był to przypadkowy ozdobnik. Kwiaty na kierownicy nawiązywały do przedwojennych kolarskich tradycji Pułtuska. Od 2025 roku te wspomnienia znów są obecne nad Narwią. Rajd bram mazur pokazał, że historia nie musi stać za szybą w muzeum. Może ruszyć na dwóch kołach.
Na starcie zameldowało się 400 zawodników. To nie była zamknięta grupa sportowa. Widać było różne rowery, różne tempo i różne doświadczenie. Wspólny był kierunek oraz gotowość, by ruszyć mimo mokrej nawierzchni.
400 uczestników, jedna pasja i więcej niż sama trasa
Rajd bram mazur nie sprowadzał się do przejechania odcinka między punktami. Trasa była ważna, lecz równie istotne okazały się rozmowy przed wyjazdem, pomoc przy sprzęcie i spotkania na trasie. Właśnie tam najlepiej było widać, że wydarzenia tego typu budują lokalną wspólnotę.
Nie trzeba było walczyć o wynik. Dla części osób liczyła się jazda w grupie. Inni chcieli sprawdzić własne możliwości. Byli też tacy, dla których był to pierwszy dłuższy rajd. Każdy znalazł własny powód, by jechać dalej.
W czasie rajdu bram mazur pogoda zmieniała odbiór drogi. Mokry asfalt wymagał spokojniejszego hamowania. Szutrowy szlak wymagał uwagi i właściwego ciśnienia w oponach. Nie traktowałem deszczu jak przeszkody. Był po prostu częścią dnia.
Warto dodać, że nie była to opowieść o brawurze. Każdy rajd wymaga rozsądku. Jeżeli na trasie wydarzy się wypadek, pierwszeństwo ma bezpieczeństwo, pomoc i wezwanie służb. Nie należy mylić odwagi z ryzykiem. Dotyczy to także sytuacji, gdy media opisują śmiertelny wypadek na innej trasie. Taki wypadek nie powinien być używany jako reklama ani sensacyjny przerywnik.
III edycja w 2027 roku: warto przyjechać bez względu na pogodę
II edycja pokazała, że rajd może być czymś większym niż sportowy przejazd. To święto wytrwałości, walki ze słabościami i odwagi. Przede wszystkim jednak jest to spotkanie ludzi. W Pułtusku było to widoczne od pierwszych minut.
Nie każdy uczestnik przyjechał po rekord. Wiele osób szukało kontaktu, ruchu i odpoczynku od codziennego rytmu. Dlatego rajd bram mazur trafia także do rodzin, lokalnych entuzjastów i osób, które dopiero zaczynają dłuższe wyprawy.
Jeśli nie było Cię w tym roku, III edycja w 2027 roku będzie dobrą okazją, by dołączyć. Przed wyjazdem sprawdź ogłoszenia, daty, zasady i informacje o nawierzchni. Szutrowy szlak, fragment dla pieszych czy remont na trasie mogą zmienić plan dnia. Lepiej wiedzieć o tym wcześniej niż improwizować na miejscu.
Rajd do Bram Mazur zostawił po sobie coś więcej niż zdjęcia i przejechane kilometry. Wśród deszczowych chmur nad pułtuską przystanią powstało wydarzenie, w którym historia spotyka przygodę. Kto był, ten dostał dawkę energii. Kto nie był, ma jeszcze czas, by przygotować rower na 2027 rok.






